reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
10:00
( 0 : 1 )
1 : 2
Raport

CompatiBL aby świętować mistrzostwo musiał zdobyć choćby punkt w starciu ze Slavic Warszawa. Od początku spotkania goście ruszyli do ataku jednak nie mogli sforsować  defensywy gospodarzy i długo czekaliśmy na pierwsze trafienie w meczu. Widać było trochę nerwowości w poczynaniach ekipy Andriia  Hryndy. Mimo że CompatiBL miał przewagę optyczną, to nic z tego nie wynikało. Co więcej Slavic nie zamierzał się  bronić i starał się atakować. Brakowało jednak precyzji pod bramką przeciwników i często strzały mijały daleko światło bramki. Gdy wydawało się, że nie zobaczymy bramek w pierwszej odsłonie to znakomitą akcję przeprowadził duet Yaremenko - Volin. Obrona gospodarzy była bez szans i faworyci wyszli na prowadzenie. Do przerwy na tablicy wyników widniał rezultat 0:1. Po zmianie stron CompatiBL dążył do strzelenia drugiej bramki. Jednak mimo kilku szans nie potrafił pokonać Mateusza Gołębiewskiego co nadal nie pozwalało do końca być pewnym mistrzostwa. Nerwowo zrobiło się jak padła bramka wyrównująca. Arek Zarzycki po znakomitej akcji pokonał golkipera rywali i ten mecz stał się jeszcze bardziej ciekawy. Tym bardziej,  że Slavic przed meczem nastawiał się  na walkę o trzy punkty i praktycznie przez całe 50 minut walczył na pełnych obrotach. CompatiBL jednak potrafił szybko zareagować. Tuż po straconej bramce Artur Kustov posłał dalekie podanie w kierunku Vlada Yarmolenko, a ten wyprzedził obrońcę i pokonał bramkarza przeciwników. Wynik 1:2 utrzymał się do końca mimo, że Slavic próbował jeszcze odmienić losy spotkania. Goście przypieczętowali mistrzowski tytuł, ale trzeba oddać gospodarzom, że toczyli bój przez cały mecz i w naszej ocenie wcale nie odstawali od mistrza szóstej ligi.

2
15:00
( 1 : 4 )
5 : 9
Raport

Oba zespoły przystąpiły do tego spotkania ze świadomością zakończenia sezonu w strefie spadkowej. Szczególnie wielki niedosyt mogli czuć zawodnicy Miejskich Ziemniaczków, którzy w ciągu roku potrafili znaleźć patent na wyżej notowane zespoły m. in. FC Tartak. Goście już przed pierwszym gwizdkiem zaczynali pod górkę. Nie dość, że parne powietrze towarzyszyło Nam podczas tej kolejki, to na dokładkę Miejskie Ziemniaczki nie miały nikogo na ławce rezerwowych. Przebieg gry pokazał jednak, że nie był to żaden problem, ponieważ przewyższali oni w tym meczu swojego rywala czysto piłkarskimi umiejętnościami. Na dodatek w sposób przemyślany zarządzali swoimi siłami. To właśnie oni od pierwszych minut częściej gościli w polu karnym rywala i stwarzali kolejne zagrożenia. Wynik spotkania otworzył Michał Przybyło. W następnych minutach pierwszej połowy Miejskie Ziemniaczki atakowały pozycyjnie i nie szarżowali na siłę do przodu. Ich cierpliwość pozwoliła im na zdobycie drugiej bramki po rzucie rożnym, a autorem trafienia z główki był Kamil Saif. W dalszej części Goście cofnęli się nieco na swoją połowę i czekali na okazję z kontry. Gracze Laissez cały czas szukali sposobu na przedarcie się i znalezienia miejsca do oddania strzału, nie było to jednak łatwym zadaniem. Dopiero, gdy na twarzach Gości kształtował się wyraz coraz większego zmęczenia, to udało się im zdobyć pierwszą bramkę za sprawą Adriana Skrzypczaka. Na przerwę Miejskie Ziemniaczki schodziły z przewagą trzech bramek. Druga odsłona meczu zaczęła się rewelacyjnie dla Gospodarzy, ale niestety bramkarz Gości sparował piłkę na poprzeczkę. W kolejnych minutach Ziemniaczki szybko odskoczyły jeszcze dalej rywalom dzięki dwóm trafieniom. Pomimo pięciobramkowej straty Gospodarze nie odpuszczali. Wiedzieli bowiem, że z każdą minuta ich przeciwnicy będą mieli coraz mniej siły. Było jednak inaczej i zawodnicy Miejskich Ziemniaczków utrzymali swoją przewagę do końca. W momentach, gdy tracili bramkę, szybko odpowiadali swoim trafieniem. Ostatecznie Miejskie Ziemniaczki na koniec sezonu zanotowały swoje siódme zwycięstwo.

3
17:30
( 2 : 2 )
2 : 6
Raport

Mecz pomiędzy Bad Boys, a Cosmos United to pojedynek zespołów, które od kilku kolejek nie straciły punktu. Dzięki tym seriom drużyna gospodarzy utrzymała się na tym poziomie rozgrywkowym, natomiast goście mieli matematyczne szanse na miejsce na podium. Lepiej spotkanie rozpoczęli gospodarze, którzy już na początku meczu wyszli na prowadzenie. Długo nie nacieszyli się tym wynikiem, ponieważ chwilę później był już wynik remisowy. Kolejne minuty to ataki z obydwóch stron, jednak wynik nie uległ zmianie. W końcowych minutach pierwszej połowy byliśmy świadkami dwóch trafień. Tym razem na prowadzenie wyszli, goście jednak chwilę po straconej bramce z rzutu wolnego odpowiedzieli Źli Chłopcy i na przerwę drużyny schodziły z wynikiem remisowym. W drugiej połowie inicjatywę przejęli zawodnicy Cosmosu, którzy o wiele lepiej wytrzymali mecz kondycyjnie. Już na początku tej części meczu zdobyli bramkę dającą im prowadzenie. W kolejnych minutach kilka sytuacji mieli gospodarze, ale nie potrafili pokonać bramkarza rywali. Im było bliżej końca meczu tym zwiększała się przewaga zespołu gości, który sukcesywnie powiększał swoją przewagę nad rywalem . Ostatecznie spotkanie zakończyło się pewnym zwycięstwem zespołu Cosmosu United 6-2, który mimo zwycięstwa nie zdołał wskoczyć na podium i finalnie zajął czwarte miejsce. Zespołowi Bad Boys sił starczyło tylko na pierwsze dwadzieścia pięć minut i po serii meczów bez porażki tym razem musiał uznać wyższość swojego przeciwnika.

5
21:00
( 0 : 5 )
6 : 10
Raport

Hiszpański Galeon w tym sezonie nie miał pomyślnych wiatrów, aby bezpiecznie dopłynąć do portu z utrzymaniem. Na przeciwległym brzegu znalazł się Mobilis, który musiał ten mecz wygrać, aby zapewnić sobie wicemistrzostwo bez oglądania się na wynik spotkania Tartaku. Od pierwszych minut spotkania było widać gołym okiem różnice klas między rywalami. W Mobilisie po raz kolejny pierwsze skrzypce grał Aleksander Janiszewski, który niczym orkiestra na Titanicu pomimo zbliżającego się końca sezonu trzymał swoją formę na najwyższym poziomie do ostatniej sekundy. Gracze Galeona byli zmuszeni do przyjmowania zmasowanego ostrzału ze strony rywali. W pierwszej połowie mogli jedynie przyglądać się jakie spustoszenie powodowali ofensywni gracze Mobilisu. Po pierwszej połowie, gdzie Goście prowadzili już 0:5, Gospodarze mogli zacząć wywieszać białą flagę, ale postanowili postawić się przeciwnikowi i tanio skóry nie sprzedać. Na drugą połowę zawodnicy Galeonu wyszli bardzo zmotywowani i z wiarą we własne umiejętności. To zaowocowało trzema trafieniami z rzędu, które zniwelowały stratę wyłącznie już do dwóch bramek. Ta radość z nich nie trwała długo, ponieważ Mobilis nie zamierzał wypuścić zwycięstwa z ostatnią drużyną w tabeli. W szeregach Gości ponownie wróciła koncentracja, która nie zniknęła już do końca spotkania. Mobilis przez większą część czasu kontrolował grę. Jedynie momentami zostawiał rywalowi więcej przestrzeni do rozegrania, ale przez ani jedną chwilę ich triumf nie był zagrożony. Ostatecznie Mobilis wygrał to spotkanie 6:10 i to na ich szyjach zawisną srebrne krążki.

Reklama